Reklama
  • Środa, 9 kwietnia 2014 (15:00)

    Magdalena Różczka: Doktor Alicja nie odejdzie!

Magdalena Różczka zdradza, jak wygląda praca na planie z serialowym synkiem oraz czy potrafi zrobić sztuczne oddychanie.

Reklama

Rozmawiamy dzień po skończeniu zdjęć do czwartej serii „Lekarzy”. Cieszy się Pani, że wreszcie ma trochę wolnego?

– Myślę, że każdy z nas czuje to samo, z jednej strony cieszymy się, że odpoczniemy, ale z drugiej jest nam żal, że się rozstajemy.

W maju zaczynacie zdjęcia do piątej serii, więc szybko się znów spotkacie.

– Nie wiem, czy wytrzymamy bez siebie dwa miesiące… (śmiech)

Wróćmy do czwartego sezonu. Pani bohaterka jest teraz wdową i opiekuje się synkiem zmarłego męża. Jak to samotne macierzyństwo zmienia doktor Alicję?

– Ma teraz tyle na głowie, że w znacznie większym stopniu skupia się na swoich problemach. Do tej pory poświęcała czas każdej osobie, którą spotykała, teraz jednak to się zmieniło. Każdą wolną chwilę zajmuje jej synek Kubuś.

Gra go kilkumiesięczny Bruno. Jak pracuje się z maluszkiem?

– Cudownie! Pracujemy razem od kilku miesięcy i nigdy nie przysparzał żadnych kłopotów. W każdym dublu powtarzał dokładnie to samo. Np. graliśmy scenę, w której brał ode mnie zabawkę. Za każdym razem robił to w ten sam sposób.

– Urodzony aktor!

– Obawialiśmy się sceny, w której jest przeziębiony. Myśleliśmy, że nie będzie chciał płakać, bo cały czas jest uśmiechnięty i zadowolony. Tymczasem po komendzie „akcja”, reżyser powiedział „Kuba płacz” i Brunon… zaczął płakać! Naprawdę jest fantastyczny.

Serial promuje akcję „Lekarze ratują życie”, mającą na celu zwiększenia świadomości udzielania pierwszej pomocy. Czy potrafi Pani zrobić sztuczne oddychanie?

– Myślę, że bym potrafiła, chociaż mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała tego sprawdzać.

Paweł Małaszyński, który grał Pani serialowego męża, odszedł z „Lekarzy”. Wie Pani dlaczego podjął taką decyzję?

– Paweł od samego początku podpisał kontrakt na trzy sezony. Na tyle był umówiony z producentami i tyle zagrał. Ja jestem umówiona na więcej i w tylu też zagram.

„Jedyne, czego nas nie uczą na studiach, to zderzenia z rzeczywistością” – takie zdanie wypowiada w serialu ordynator Karkoszka, którego gra Wojciech Mecwaldowski. Czy dotyczy to również aktorstwa?

– Tak. Nikt nas nie uczy, jak znosić porażki oraz sukcesy. Jak poradzić sobie w czasach, kiedy na każdym kroku spotykamy paparazzich…

– To jak operacja na żywym organizmie?

– Ale myślę, że dotyczy to prawie każdego zawodu. Tak to już jest.

Rozmawiała Marzena Juraczko

Zobacz również

  • Przemek wiesza w windzie roznegliżowane zdjęcia swojej szefowej. Anka jest wściekła i  załamana. Za to fotografie Zaniewskiej w bikini przypadają do gustu Wileckiemu i Gule, którzy z lubością... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.